Rutyna
Jak tak popadnę czasem w tą rutynę, to aż chce się zrobić coś na opak. Dla samej świeżości. Rutyna często jest genialną motywacją, żeby zacząć się czymś zajmować. Jest sobie dajmy na to taki Adam, który studiuje architekturę. On nie ma na nic czasu.
- Hej Adam, idziemy na łyżwy?
- Staaary nie w tym tygodniu, tak mam zawalone, że ja pierdolę! motyla noga!
Tydzień później:
- Idziesz z nami na kręgle w środę?
- Staaaaary nie w tym tygodniu, muszę oddać projekty <seria przedmiotów, na które trzeba oddać projekt oraz daty>
Tydzień później:
- Siema, robimy karaoke u Emilki, wpadasz?
- Chciałbym, ale chyba sobie odpocznę po tym tygodniu, miałem dużo roboty i chyba sobie jakiś film obejrzę, albo… <stek bzdur, których nikt nie słucha>
Później taki Adam nagle znudzony swoją rutyną wpada na genialny plan. Oświeca go i za wszystkie swoje oszczędności kupuje aparat lustrzany. Od dziś ma nowe hobby: fotografię!
I widzisz później takiego Adama, który nagle nie ma masy projektów, tylko pyta się czy nie chcesz przypadkiem mu za modela posłużyć, bo zaczął się zajmować fotografią.
Mija pół roku, wchodzisz na fejsbuka i patrzysz profil Adama. Są dwie opcje:
1) Adam Kowalski Photography, wyczesane zdjęcia na profilu, link do portfolio/deviantarta itp.
2) Link do allegro z aukcją aparatu
Nieważne. Te opcje są nieistotne. Mnie zainteresował sam fakt tego, że bardzo często widzę jak jeden czy drugi znajomy zabiera się za coś, bo miał dość swojej rutyny. Wmawiał sobie, że nie ma czasu. Nagle dorwał gitarę i nagle jakimś magicznym sposobem czas się znalazł! Jeżeli tylko chcemy czegoś wystarczająco mocno to najczęściej da się ten czas odrobinę skompresować, poukładać tak, byśmy mieli go więcej. Jednym z częstszych katalizatorów tego zjawiska kompresji czasu jest właśnie chęć poznania czegoś nowego.
Wizja
Nic nie wzbudza u nas takiej motywacji jak ta wizja. Wizja Adama, świetnego fotografa. Wizja Bartka, wirtuoza gitary. Wizja Eweliny, znanej pisarki. Ta wizja jakiegoś efektu końcowego sprawia, że jesteśmy nieugięci! Nagle sen jest wartością drugorzędną, czas się pomnożył, a powszechne “nie chcę” nie istnieje.

Pewnego dnia wróciłem zmęczony do domu, usiadłem na komputer, obejrzałem film, poszedłem na spacer i kiedy wróciłem i już miałem kłaść się spać to jeszcze obejrzałem link do filmiku, podesłanego przez koleżankę. Animacji poklatkowej. Tej nocy nie spałem. Krótki film zainspirował mnie i nagle chciałem zrobić własną animację. Nigdy nie robiłem animacji. W tym momencie czułem się jakbym od zawsze chciał ją zrobić. Zacząłem tworzyć postacie z czego się da, ustawiać aparat na statywie, obmyślać fabułę. Jeszcze nie zrobiłem żadnego zdjęcia, a już kombinowałem jakie tło muzyczne pasowałoby do mojej animacji. W głowie miałem efekt końcowy, tą satysfakcję jaką z pewnością ma każdy artysta po zrobieniu tego typu czasochłonnego projektu. W ogóle nie czułem się senny. Nieistotny był dzień jutrzejszy i co mnie czeka. Liczyła się animacja.
Zauważcie, że mojej głowie nie pojawiła się bezpośrednio informacja “Filip, patrzaj, to coś nowego, oderwiesz się od rutyny”. Ciężko stwierdzić, czy głównym czynnikiem było tutaj oderwanie od rutyny. W dalszym ciągu jednak twierdzę, że bardzo często takiego własnie oświecenia dostajemy w momencie gdy w naszym życiu jest po prostu nudno.
Ciężko się oderwać
Właśnie. Od rutyny ciężko się oderwać. W ciągu dnia spotykamy mnóstwo ludzi, którzy mogą nas czymś zainspirować. Dzieje się wiele rzeczy, które mogą nas natchnąć do porzucenia rutyny, a jednak dalej zostajemy przy niej. Rutyna jest wygodna, poukładana, bezproblemowa. Przyzwyczajamy się i ciężko jest od niej odejść, dlatego rzadko kiedy przychodzi nam do głowy coś zmienić. Jednak raz na jakiś czas jest moment… hmmm, no właśnie, moment? Czy to chodzi o moment? A może chodzi o jakieś emocje związane ze źródłem inspiracji i moment jest nieistotny? Może to działa kiedy człowiek jest zmęczony? Może wszystko naraz? Sam nie wiem. Człowieka musi coś strzelić. Swoją drogą to jest genialny temat na badanie socjologiczne! :)
A wy?
Też mieliście takie akcje? Że tak po prostu stwierdzacie “robie to i tamto” i (ku waszemu zdziwieniu) jednak jest na to czas, jest chęć i ochota i wkładacie w to dużo energii? Jak takie akcje się kończyły? Co je spowodowało?* Zdradzę, że moja animacja nigdy nie powstała, a następnego dnia spałem na wykładzie.






























