13 Grudzień 2011

Rutyna motywuje

Rutyna

Jak tak popadnę czasem w tą rutynę, to aż chce się zrobić coś na opak. Dla samej świeżości. Rutyna często jest genialną motywacją, żeby zacząć się czymś zajmować. Jest sobie dajmy na to taki Adam, który studiuje architekturę. On nie ma na nic czasu.

- Hej Adam, idziemy na łyżwy?
- Staaary nie w tym tygodniu, tak mam zawalone, że ja pierdolę! motyla noga!

Tydzień później:

- Idziesz z nami na kręgle w środę?
- Staaaaary nie w tym tygodniu, muszę oddać projekty <seria przedmiotów, na które trzeba oddać projekt oraz daty>

Tydzień później:

- Siema, robimy karaoke u Emilki, wpadasz?
- Chciałbym, ale chyba sobie odpocznę po tym tygodniu, miałem dużo roboty i chyba sobie jakiś film obejrzę, albo… <stek bzdur, których nikt nie słucha> 

Później taki  Adam nagle znudzony swoją rutyną wpada na genialny plan. Oświeca go i za wszystkie swoje oszczędności kupuje aparat lustrzany. Od dziś ma nowe hobby: fotografię!
I widzisz później takiego Adama, który nagle nie ma masy projektów, tylko pyta się czy nie chcesz przypadkiem mu za modela posłużyć, bo zaczął się zajmować fotografią.

Mija pół roku, wchodzisz na fejsbuka i patrzysz profil Adama. Są dwie opcje:
1) Adam Kowalski Photography, wyczesane zdjęcia na profilu, link do portfolio/deviantarta itp.
2) Link do allegro z aukcją aparatu

Nieważne. Te opcje są nieistotne. Mnie zainteresował sam fakt tego, że bardzo często widzę jak jeden czy drugi znajomy zabiera się za coś, bo miał dość swojej rutyny. Wmawiał sobie, że nie ma czasu. Nagle dorwał gitarę i nagle jakimś magicznym sposobem czas się znalazł! Jeżeli tylko chcemy czegoś wystarczająco mocno to najczęściej da się ten czas odrobinę skompresować, poukładać tak, byśmy mieli go więcej. Jednym z częstszych katalizatorów tego zjawiska kompresji czasu jest właśnie chęć poznania czegoś nowego.

Wizja

Nic nie wzbudza u nas takiej motywacji jak ta wizja. Wizja Adama, świetnego fotografa. Wizja Bartka, wirtuoza gitary. Wizja Eweliny, znanej pisarki. Ta wizja jakiegoś efektu końcowego sprawia, że jesteśmy nieugięci! Nagle sen jest wartością drugorzędną, czas się pomnożył, a powszechne “nie chcę” nie istnieje.


Pewnego dnia wróciłem zmęczony do domu, usiadłem na komputer, obejrzałem film, poszedłem na spacer i kiedy wróciłem i już miałem kłaść się spać to jeszcze obejrzałem link do filmiku, podesłanego przez koleżankę. Animacji poklatkowej. Tej nocy nie spałem. Krótki film zainspirował mnie i nagle chciałem zrobić własną animację. Nigdy nie robiłem animacji. W tym momencie czułem się jakbym od zawsze chciał ją zrobić. Zacząłem tworzyć postacie z czego się da, ustawiać aparat na statywie, obmyślać fabułę. Jeszcze nie zrobiłem żadnego zdjęcia, a już kombinowałem jakie tło muzyczne pasowałoby do mojej animacji. W głowie miałem efekt końcowy, tą satysfakcję jaką z pewnością ma każdy artysta po zrobieniu tego typu czasochłonnego projektu. W ogóle nie czułem się senny. Nieistotny był dzień jutrzejszy i co mnie czeka. Liczyła się animacja.

Zauważcie, że mojej głowie nie pojawiła się bezpośrednio informacja “Filip, patrzaj, to coś nowego, oderwiesz się od rutyny”. Ciężko stwierdzić, czy głównym czynnikiem było tutaj oderwanie od rutyny. W dalszym ciągu jednak twierdzę, że bardzo często takiego własnie oświecenia dostajemy w momencie gdy w naszym życiu jest po prostu nudno.

Ciężko się oderwać

Właśnie. Od rutyny ciężko się oderwać. W ciągu dnia spotykamy mnóstwo ludzi, którzy mogą nas czymś zainspirować. Dzieje się wiele rzeczy, które mogą nas natchnąć do porzucenia rutyny, a jednak dalej zostajemy przy niej. Rutyna jest wygodna, poukładana, bezproblemowa. Przyzwyczajamy się i ciężko jest od niej odejść, dlatego rzadko kiedy przychodzi nam do głowy coś zmienić. Jednak raz na jakiś czas jest moment… hmmm, no właśnie, moment? Czy to chodzi o moment? A może chodzi o jakieś emocje związane ze źródłem inspiracji i moment jest nieistotny? Może to działa kiedy człowiek jest zmęczony? Może wszystko naraz? Sam nie wiem. Człowieka musi coś strzelić. Swoją drogą to jest genialny temat na badanie socjologiczne! :)

A wy?

Też mieliście takie akcje? Że tak po prostu stwierdzacie “robie to i tamto” i (ku waszemu zdziwieniu) jednak jest na to czas,  jest chęć i ochota i wkładacie w to dużo energii? Jak takie akcje się kończyły? Co je spowodowało?* Zdradzę, że moja animacja nigdy nie powstała, a następnego dnia spałem na wykładzie.

Animacja autorstwa Dominiki K.

1 Listopad 2011

To jak w końcu jest?

Całe życie jesteśmy uczeni, że powinniśmy szanować innych. Mówią, że to uprzejmość nam pomoże, gdyż wtedy wszyscy będą nas lubić i jak czegoś będziemy potrzebowali, to nam pomogą. “Nie czyń źle innym”. Postępujemy więc wedle tych zasad i zazwyczaj one rzeczywiście działają. Chodzimy tacy sympatyczni, uśmiechnięci i uprzejmi do czasu aż zdarzy się sytuacja, w której owe nastawienie sprawiło, że straciliśmy coś.

Pierwszy raz miałem okazję zasmakować tego podczas przygotowań do pierwszej komunii świętej, kiedy to trzeba było pójść do spowiedzi po mszy, a potem miało się wolne. Wszystkie dzieci po mszy pobiegły ustawić się w kolejkę nie zważając na sfrustrowaną opiekunkę, która starała się powstrzymać bieganinę. Nie było jakiegoś ostrego przepychania, natomiast widać było, że niektórym wyraźnie zależało na tym, by załatwić to i mieć czas wolny. Starałem się nie biec jak szalony, nie pchać w kolejce, gdyż uznałem, że nie powinno się tak robić. Byłem prawie ostatni w kolejce, a wiedziałem, że czeka na mnie tata, żeby mnie odebrać. Jak już się skończyło, to tata wcale nie był zadowolony, że musiał tyle czekać. “Czasem trzeba walczyć o swoje” – wytłumaczył mi.

Tak więc wziąłem to do serca. Zacząłem “walczyć o swoje”. Biegłem zawsze pierwszy do kolejki, czegokolwiek ona dotyczyła. W sklepiku szkolnym przestawałem czekać, aż się rozluźni zanim coś kupię – wchodziłem i niekiedy z odrobiną przepychania wychodziłem zadowolony, że nie straciłem całego mnóstwa czasu. Takie zachowanie po pewnym czasie tez odbiło mi się na złe. Spotykałem się z brakiem szacunku wobec mnie, z wrogością.

Aż do dzisiaj czasami ciężko znaleźć tą subtelną granicę pomiędzy “szanuj innych”, a “walcz o swoje”, bo jak się głębiej zastanowić to często są sytuacje, w których oba rodzaje nastawień wykluczają się nawzajem. Z biegiem czasu – wydawać by się mogło – człowiek zaczyna to wyczuwać. Wie mniej więcej kiedy może sobie pozwolić na uprzejmość, a kiedy powinien jednak postawić na swoim. I w związku z tym taką ciekawą obserwację pozwoliłem sobie poczynić:

Są pewne dobra (materialne i niematerialne), które jednostka ceni sobie bardziej lub mniej. Są też dobra mniej i bardziej dostępne. Moją hipoteza brzmiała: Egoizm wzrasta w momencie, gdy mamy do czynienia z dobrem rzadkim, albo wysoko cenionym przez jednostkę. Dobrym przykładem jest to, co często dzieje się na otwarciach galerii handlowych. Dla polaków dobrem rzadkim jest każda rzecz rozdawana za darmo, która normalnie winna była kosztować jakieś pieniądze. Kiedy otwiera się galerię handlową w mieście, zazwyczaj jest super-promocja, dla osób, które wejdą jako pierwsze. Nagrodami są bony do sklepów, odtwarzacze mp3, a nawet laptopy. Stąd na otwarciach galerii tyle osób, które pchają się, depczą po sobie i robią wszystko, by dostać darmowy odtwarzacz.

Co nie znaczy, że owo dobro musi być koniecznie tak znaczące, jak wart ponad półtora tysiąca laptop. Moją hipotezę zburzyła następująca sytuacja:
Ostatnio miałem okazję zaobserwować taki właśnie brak uprzejmości i walczenie o swoje, gdy wsiadałem do jednej z tanich linii autobusowych. Wszyscy ludzie mają wykupione bilety po śmiesznych cenach, ale walka dalej się odbywa pomiędzy tymi, którzy chcą siedzieć z przodu, na fajnej miejscówce, która ma widok na front. Czy to siedzenie jest tyle dla nich warte? Najwidoczniej tak. Pchają się, żeby tylko zająć to”lepsze” miejsce na kilka godzin jazdy.

Nie ukrywam, że też chciałem wejść do autobusu pierwszy, żeby nie siedzieć w jakimś wyjątkowo niedogodnym miejscu. Udało mi się stanąć całkiem blisko wejścia, jak autobus podjechał. I w tym momencie zacząłem obserwować co ludzie robią. Jeden człowiek przez kilku innych wysuwa rękę i podaje bilet kierowcy, żeby wejść. Drugi stoi za swoją dziewczyną i stara się ją przecisnąć przez ludzi. Paranoja jakaś.

Zacząłem się po prostu zastanawiać. Kiedy jest warto, a kiedy sobie odpuścić? Sam miałem niedawno sytuację, kiedy byłem na rejsie, że postawiłem na swoim i zrobiłem to niepotrzebnie wywołując nieprzyjemną atmosferę.

Z drugiej strony widzę, że nadmierna uprzejmość także się u mnie pojawia. Naobiecuję ludziom, że coś im zrobię a potem nie mam czasu, zamiast postawić na swoim i powiedzieć którejś osobie z rzędu, że NIE, przepraszam, ale nie mam już na to czasu.

Podsumowując, uznałem że rzadko kiedy spotkamy osobę, która wyczuwa tą granicę i nigdy nie przesadza w żadną stronę. Człowiek jest taką zabawną istotą, że lubi kontrasty. Lubimy jeść ciepły posiłek, a nie średnio podgrzany. Lubimy pić zimne napoje, albo gorące, a nie takie pomiędzy. Tak samo tutaj – czasem zdarzy nam się popaść w zbytną uprzejmość, a czasem tak mocno walczymy o jakąś sprawę, aż w końcu zapominamy, że w sumie wcale nie zależy nam na tej sprawie aż tak, by posuwać się do takich kroków. Najlepiej spojrzeć na siebie i przypomnieć sobie te sytuacje, w których przesadziliśmy, a nie powinniśmy.

W sumie to takie luźne spostrzeżenie, jestem ciekaw co myślicie na ten temat :)

25 Październik 2011

Reaktywacja!

Nie było mnie trochę. Z wyboru.
Przypominam, że tytuł bloga to Luźne Notatki. Jak widać, nawet luźne notatki czasem ciężko regularnie publikować. Faktem jest, że były wakacje, nie było mnie też kawał czasu, ale z drugiej strony przyznaje się, że nie chciało mi się po prostu :) Uznałem, że owszem, mógłbym publikować jakieś wypociny, ale to byłoby na siłę.
Mam pewne przypuszczenia odnośnie tego skąd to się wzięło. Najwidoczniej najwięcej spostrzeżeń człowiek ma gdy po prostu wpada w ten rytm, kiedy chodzi na uczelnię/do pracy, spotyka się z ludźmi, itp. Na wakacjach ludzie starają się odpocząć, jest trochę odstępstw od rutyny, delektujemy się tym. Nie uruchamiamy tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za sprawianie, że nawet życie codzienne jest ciekawe. Ciągła obserwacja, spostrzeżenia, doszukiwanie się czegoś niezwykłego w czymś zwykłym. To się zazwyczaj dzieje, gdy mamy do czynienia z codziennością. Wszystko staje się tak rytmiczne, poukładane, że człowiek sam w głowie musi sobie powiedzieć, że się od tego oderwał i obserwuje wszystko z boku.
Wakacje serwują ciągle coś nowego. Jedziemy nad jezioro na tydzień? To nie znaczy że nasz dzień wygląda: 12:00 wstaję, 14:00 plaża, 16:00 obiad, 17:00 plaża, 20:00 spacer. No, OK, niewykluczone, że u niektórych nawet wakacje się schematyzują, jednak zazwyczaj staramy się urozmaicić to. Jednego dnia się wyśpię, drugiego wstanę wcześnie, żeby pójść powędkować. Jednego dnia poleżę na plaży, drugiego wybiorę się na wycieczkę rowerową. A jak jest za gorąco, to na pewno nie spędzę drugiego dnia wegetując bezmyślnie na plaży (no bo ile można!?)

Oto jak można urozmaicać podróż. Ten kurczak do dzisiaj nam o niej przypomina.

Może ujmę to w sposób bardziej normatywny: To urozmaicanie powinno się pojawiać, jeżeli chcemy, żeby nasze wakacje były lepiej zapamiętane. Chyba lepiej jest na pytanie “Jak było na wakacjach?” odpowiedzieć “Bawiłem się świetnie, chodź, usiądziemy i opowiem Ci” niż “Byłem nad bałtykiem i się opalałem”. Właśnie sobie zdałem sprawę z tego, że to drugie powiedzieć łatwiej, ale załóżmy, że pyta się o to jakiś dobry znajomy. To lepiej chyba mieć o czym opowiadać, prawda? :)
Każde wakacje można sobie urozmaicić. Niektórzy pojadą za granicę i tam będzie im łatwiej, bo sama styczność z czymś niepoznanym jest urozmaiceniem. Niektórzy zostaną w domu, co wcale nie oznacza, że mają się gorzej bawić od tych, co byli za granicą. Kwestia chęci, kreatywności i optymizmu. Uważam, że sam mógłbym się bawić lepiej zostając w Białymstoku, niż niektórzy turyści, których miałem okazję obserwować w tym roku na Malcie. Tacy, którzy Maltę “zwiedzili” w jeden dzień wsiadając do autobusu Sightseeing Bus, a resztę czasu spędzają w ładnych knajpach przy hotelu albo przy basenie. Potem tylko czują się egzotycznie wypoczęci i wyspani, ale w głowie Malta im została jako zbiór kilku skojarzeń: morze, palmy, budynki z piaskowca. Tyle. Kojarzy się źle? Oczywiście, że nie. Ale czy palmy i budynki to istota miejsca?
Inaczej taka Malta wygląda z mojego punktu widzenia. Nie mieszkałem w hotelu. Mieszkałem najpierw u Turczynki, później u Maltańczyka, a na koniec u Holendra. Dzięki temu, poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy zabrali mnie w miejsca, które nie są dla turystów. Brałem udział w wielu wydarzeniach, w których nie wziąłbym udziału, gdybym nie poznał ludzi, którzy tam mieszkają.

Każdy wieczór wyglądał inaczej. Po tygodniu “zwiedzania”, stwierdziłem, że potrzeba co najmniej roku czasu by porządnie poznać to miejsce. Nie tylko terytorialnie. Wg. mnie poznać miejsce, oznacza także poznać ludzi, którzy tam mieszkają. Poprzebywać z nimi, spędzić trochę czasu. Każde miejsce ma swojego “ducha”, którego trzeba poczuć. Przed wyjazdem ludzie mi mówili, że Maltę można zwiedzić w trzy-cztery dni. Bzdura.
Rajgrodu nie da się zwiedzić w trzy dni.
Trzy dni w malutkiej wiosce to za mało.

Jak tak piszę o tym wszystkim to co kilka wątków zadaję sobie pytane “Ej, Filip, a weź Ty pomyśl, może to tylko Ty tak masz?”, “A może ktoś zwiedził Rajgród w trzy dni i mu wystarczy?”, “A może pójdź Ty zjedz śniadanie, bo zaraz jedensta?”

W każdym razie… Wróciłem, znowu jestem na uczelni, znowu wziąłem się za pracę, powraca już do mnie pewien rytm, czasem pojawia się nuda i coraz częściej uruchamiam właśnie tą część mózgu, która jest odpowiedzialna za to, co zazwyczaj widzicie tutaj na blogu. Podczas wakacji nabyłem też mnóstwo nowych doświadczeń, którymi będę się czasem posiłkował przy pisaniu. Pomysłów też trochę jest, aczkolwiek jeżeli ktoś chce wpis na jakiś konkretny temat to niech napisze w komentarzach :) Podejmę, jeżeli uznam, że mam coś na ten temat do powiedzenia.

A jak wy spędziliście wakacje? :) Zadowoleni?

12 Lipiec 2011

Jestem fajny, nie odzywam się.

Jest impreza. Jest ciemno, a na zewnątrz siedzi koleś w okularach przeciwsłonecznych. Ma na sobie elegancką marynarkę, pali papierosa, opiera się o barierkę balkonu. Ma poważną minę “Like a boss.”
Podchodzi dziewczyna. Cisza. Nawet na nią nie spojrzy. Udaje, że jej nie widzi.
- Co tak sam siedzisz? – zapytała – Jestem Renata.
- O, nie zauważyłem Ciebie – odparł wydmuchując dym papierosowy. Zamilkł na chwilę, po chwili spytał – Jak mówiłaś, że masz na imię? Beata? Sorry, nie pamiętam już, tyle osób chce się dzisiaj ze mną zapoznać, że nie ogarniam.

Po przetłumaczeniu na język ludzki ostatnie zdanie Kolesia brzmi mniej więcej w ten sposób: “Sorry, jestem taki fajny, że nikt nie może się oprzeć mojej zajebistości, którą ociekam, a Ty jesteś tylko jedną z moich psychofanek i nie oczekuj, że będę pamiętał jak masz na imię”

Od jakiegoś czasu całkiem zauważalnym jest fenomen okazywania swojej “fajności” poprzez bycie osobą mało dostępną, innymi słowy osobą ekskluzywną. Dlaczego? Dlatego, że jak coś jest niedostępne to jest pożądane.

“Ja nie zapraszam na facebooku nikogo, to inni zapraszają mnie
Taki koleś natknąwszy się na profil Renaty, którą dobrze pamięta, nie doda jej do kontaktów. Nie, on nawet jak pojawi się oznaczony z nią na jednym zdjęciu to jej nie doda, bo to ona ma go dodać!

To taki człowiek, który  zaproszony na imprezę nigdy nie powie “Jasne, będę”, tylko zawsze mówi “Zobaczę”. On robi łaskę swoim znajomym, że pojawi się na imprezie. Jak król, mistrz.


Na uczelni (gimnazjum/liceum/studia) taki człowiek zazwyczaj otacza się swoimi przydupasami, którzy krok w krok podążają za nim i robią wszystko co on zaproponuje. Oczywiście kobiety elitarne też istnieją. Chodzą z koleżankami na zakupy do galerii wyśmiewając koleżanki z ciuchami z second handów.

Jestem za fajny, żeby się do Ciebie odezwać.

I tak się tworzy elita, do której nikt nie ma dostępu. Nikt z elity się do Ciebie nie odezwie. Osoba elitarna będzie patrzyć na Ciebie z góry jak na przerwie zapytasz co słychać. W jednym z amatorskich komiksów internetowych ktoś dobrze ujął, że jakby odbył się zlot ludzi lepszych od innych to nikt by się nie odezwał.

- Masz pożyczyć ołówek?
- Nie podlizuj się.

Najważniejszy jest lans.

Mimo swojej niedostępności, elita bardzo często ma zwyczaj publicznie opowiadać o swojej zajebistości. Warto zaznaczyć, że często wyznaczniki bycia fajnym są co najmniej dziwne. Idzie dwóch kumpli z elity i głośno rozmawiają między sobą “Stary, byłem na imprezie i tak się spiłem, że nic nie pamiętam”. Tylko pozazdrościć. Wybaczcie, oszczędziłem sobie i Wam barwnych opisów jakie często zdarza mi się słyszeć.

Nie odbieram komórki, nie mam facebooka, nie mam gadu gadu, udaję że sms nie doszedł.

Brak kontaktu jest jednym ze skrajnych przypadków zwrócenia na siebie uwagi. W końcu o to w tym wszystkim chodzi, no nie? Być niedostępnym i zwrócić na siebie uwagę innych. Jednym z klasycznych przypadków są osoby, które nie odbierają telefonów. Każdy zna jakąś osobę, z którą ciężko się skontaktować. Bardzo często takie osoby wyznają zasadę “Jak zadzwonisz do mnie 5 razy, to może odbiorę, a jak odbiorę i zaprosisz mnie gdzieś, to może przyjdę”.
(oczywiście nie zawsze, bo czasami są to osoby, które ciągle mają wyłączony dźwięk w telefonie, albo mają tendencję do zostawiania telefonu w miejscu, w którym mało przebywają. Tak, wy też nie jesteście święci! ;])

Poza tym coraz częściej mamy do czynienia z lansem na “A ja nie mam facebooka”.
I co, uważasz, że jesteś fajny? Nie, nie jesteś. Bo, żeby się z Tobą kontaktować muszę wydawać pieniądze na komórce.
(nie dotyczy osób które zrezygnowały z facebooka z powodów zdrowia psychicznego – pozdrawiam panią K. S.)

Wszystko co powyżej w skrócie opisałem ma miejsce przynajmniej wśród młodzieży polskiej. Dziwne zjawisko. Dlaczego tak mało doceniane jest bycie otwartym i szczerym? Czy odzywanie się do ludzi jest naprawdę tak wstydliwe? “Patrzcie odezwał się do niej, ale frajer”.

Czy otwartość wobec innych ludzi jest już gorsza niż tworzenie wizerunku osoby niedostępnej? Czy aż tak boli jak to my będziemy inicjatorami rozmowy? No pewnie, przecież wszyscy inni będą myśleć, że jesteśmy “needy” albo podlizujemy się.
Więc lepiej poczekać aż ktoś do nas się odezwie.
Spytaj mnie o godzinę a poczuję się jak Twój bóg.

3 Lipiec 2011

Tekst o niczym.

Dzisiejszy tekst będzie o niczym. Nie czytajcie go, nie ma sensu.

Tak to jest, kiedy człowiek – już wcześniej omawianą – energię ma, ale nie potrafi jej wykorzystać. Mniej więcej w ten sposób się przedstawia obecna sytuacja z tekstem. Dostałem mnóstwo energii po ostatniej notce. Zająłem 20. miejsce w rankingu postów dnia polskiej części wordpress.com. Znajomym się podoba. Aż chce się pisać dalej! Ahh, napisałbym od razu następny tekst, ale nie, dam się pocieszyć ludziom przez dwa dni.

Minęły dwa dni i klapa. Tłumaczenie się brakiem czasu jest bezcelowe, przecież zawsze mogę pisać w nocy, prawda? Faktem jest, że ze wszystkich tematów, które mam zanotowane, jako potencjalne tematy do rozwinięcia na blogów, żadnego nie chciało mi się podejmować.

Więc dzisiaj napiszę tekst o niczym. No w każdym razie o niczym ambitnym. Wpadłem na pomysł. Tekst będzie o pamiętnikach oraz próbach rozpoczęcia przygody z pamiętnikami wszelkiego rodzaju.

Ludzie lubią pamiątki. Jak jadą na wycieczkę, to kupują pamiątki. Robią zdjęcia. Nie wyrzucają staroci, mimo że do niczego nie są potrzebne. Człowiek potrafi być niesamowicie sentymentalną istotą

Dlaczego piszemy pamiętniki?

Żeby pamiętać. Żeby usiąść któregoś dnia na fotelu i przypomnieć sobie te chwile w których…
No właśnie. W których co? Jakie chwile chcemy pamiętać?

Dobra, zagalopowałem się. Najpierw pytanie: jakiego rodzaju pamiętniki mamy? W zależności od tego co chcemy pamiętać wybierzemy inny rodzaj pamiętnika.
Tak właściwie, to pamiętnikiem może być wszystko. Nawet blog jest swego rodzaju pamiętnikiem.
Przejdźmy jednak do rzeczy, wymienię pamiętniki, które sam pisałem:

Pamiętnik pisany codziennie

W zeszycie, kalendarzu, w pliku worda, na blogu, jakkolwiek. Każdego dnia należy zasiąść i napisać co się danego dnia wydarzyło. Na pewno dużą zaletą takiego pamiętnika jest przyzwyczajenie się do systematyczności. Po przyzwyczajeniu się łatwo jest taki pamiętnik pisać i ciężko zapomnieć o tym, żeby go uzupełniać. Kiedyś próbowałem pisać taki pamiętnik ze trzy razy. Po podjęciu takich prób wychodzą wady pisania pamiętnika codziennie. Ciężko jest z dnia na dzień przyzwyczaić się, żeby uzupełniać pamiętnik. Da się jednak tego nauczyć, ale potem człowiek pojmuje, że czasami jest bezcelowo pisać pamiętnik każdego dnia. Czasami w danym dniu nie wydarzyło się nic ciekawego, a i tak musimy uzupełnić pamiętnik. Potem taki wpis wygląda tak(cytuję!):

Wstałem rano o 7:15, bo miałem na 8:00 do szkoły. Zjadłem śniadanie i wyszedłem. W szkole było nudno, pani zadała dużą pracę domową z przyrody. Wróciłem do domu i grałem w transport tycoon do godziny 16:00. Potem mama dała obiad, był kurczak. Potem byłem pogadać z kolegami na podwórku. Pod koniec dnia poczytałem trochę Harrego Pottera i poszedłem spać.

Nuda. Nuda nuda nuda! Siadam sobie po latach i czytam taki pamiętnik (którego pisanie przerwałem po tygodniu) i nie mogę uwierzyć, że chciało mi się zapisywać taki nudny dzień!

Pamiętnik pisany pod wpływem wydarzeń

Czyli zakładamy zeszycik, w którym rozpisujemy się na temat czegoś, co wywołuje w nas duże emocje i koniecznie musimy o tym napisać! Ja miałem takie pamiętniki dwa i oba skończyły się tak samo. Jeden wpis i koniec. Niemniej jednak pisanie pamiętników, w których treść jest wyselekcjonowana wedle tego, co było ważne w danym momencie jest zdecydowanie lepsze od poprzedniego wariantu. Sięgając po taki pamiętnik po latach wiemy, że to będą same sensacje, same “rozkminy”. Żałuję, że nie napisałem takich pamiętników więcej (nie oznacza to, że ich już nie napiszę :>)

Pamiętnik “złote myśli”

Rodzaj pamiętnika, którego autorami są inni ludzie, którzy się wpisują do owego pamiętnika. Często taki pamiętnik nazywa się “złote myśli”, gdyż ludzie zazwyczaj piszą różnego rodzaju mądrości w stylu “ucz się ucz, bo to do potęgi klucz”. Miałem kiedyś taki pamiętnik, ale któregoś razu ktoś mi nie oddał i do dzisiaj nie wiem kto. Łotr.

To chyba wszystkie pamiętniki jakie próbowałem pisać. Oficjalne pamiętniki, poza blogiem oczywiście. Nie biorę pod uwagę także zeszytów z matematyki, w których marginesy były polem do wyrażania swoich emocji (sfrustrowania najczęściej).

Jednak tekst jest dalej o niczym. Nie ma żadnego morału, żadnej konstruktywnej analizy. Nie ma, ale możliwe że będzie! Ponieważ chciałbym wszystkich czytelników poprosić o napisanie w komentarzach swoich przygód z pamiętnikami.

Piszecie/pisaliście pamiętniki? Jakie? O czym? Dlaczego? Może jakieś cytaty warte podzielenia się? Jak każdy wypowie się na ten temat to wpis zyska na wartości :) Liczę na was! 

28 Czerwiec 2011

Energia – na podstawie własnych doświadczeń.

Skąd się bierze energia?

OK, śpimy, wstajemy rano, zregenerowaliśmy się. Ale czy działamy?

No właśnie.
Nie zawsze działamy, często wręcz odkładamy. Nie chce nam się.

W tej notce chciałem się podzielić własnym doświadczeniem na temat energii, która przybywa z innych źródeł niż odpoczynek. Poniżej wymienię cztery przykładowe czynniki, które sprawiają, że mam więcej chęci do działania. To są takie naturalne zastrzyki energii, inne niż kawa, napoje energetyzujące itd. :

1) Perspektywa

Porównajmy dwie sytuacje:
a) Poprzedniego dnia dzień był wyczerpujący. Położyłem się spać o północy, wstałem o 7 rano, czyli normalną dawkę snu otrzymałem. Dzisiaj wybieram się na nudny wykład. Dzwoni budzik, przewracam się przez kolejne kilka minut, w końcu wstaję. Ciągle myślę o ciepłym łóżku, wszystko robię na odwał, ogólnie nic mi się nie chce.
b) Poprzedniego dnia dzień był wyczerpujący. Położyłem się spać o północy, wstałem o 7 rano, czyli normalną dawkę snu otrzymałem. Dzisiaj wyjeżdżam do Rajgrodu nad jezioro. Wstaję przed dzwonkiem budzika, sprawdzam czy na pewno wszystko mam, robię sobie dobre śniadanie, ogólnie wszystkie poranne czynności idą szybko i sprawnie. Okazuje się, że zrobiłem wszystko cztery razy szybciej niż normalnie przy wstawaniu o takiej porze.

Brzmi znajomo? Z pewnością. Mamy więcej lub mniej energii w zależności od tego, co zamierzamy robić tego dnia. Miałem ostatnio sytuację, kiedy uczyłem się wieczorem do egzaminu, a znajomi mieli akurat grilla i nie mogłem przyjść. Powiedziałem im, że się uczę, poza tym jestem zmęczony i nie bardzo mam ochotę. Pouczyłem się godzinkę i dostałem informację, że egzamin został przełożony. Automatycznie zachciało mi się iść na grilla, nie byłem zmęczony i od razu wsiadłem na rower i pojechałem.

2) Ludzie

Mogę spać po 3-4 godziny dziennie i mniej, wystarczy że spędzam czas z ludźmi. Każdy człowiek ma w sobie mnóstwo energii, a często jest tak, że taka osoba emanuje ową energią na zewnątrz, pozwala jej się wydostać. Ja tą energię łapię, ona wędruje do mnie dzięki czemu czuję się lepiej.

Oczywiście, czasem czuje fizyczne zmęczenie, ale nie przeszkadza mi to, pozostaję skoncentrowany i nie zasypiam w połowie rozmowy. Między innymi dlatego często ludzie lubią powtarzać przed egzaminem wspólnie, bo zmęczone oczy już ledwo czytają po raz wtóry ten sam tekst. Z inną osobą powtarzanie jest bardziej interaktywne, wymaga uruchomienia mózgu, zmniejsza możliwość rozkojarzenia.

3) Muzyka

Należę do ludzi wrażliwych muzycznie. Sprzyja to czasem, kiedy rano trzeba wstać i zacząć działać. Jak byłem w Finlandii to niekiedy trzeba było wstawać o 7:00, żeby na 8:00 zdążyć na zajęcia. Na zewnątrz jeszcze było totalnie ciemno, padał śnieg i było od -20 do -27 stopni. Warunki totalnie zniechęcające, rano, ciemno, zimno i do tego perspektywa jazdy rowerem 7 kilometrów.

Mimo wszystko trzeba było sobie radzić i w tym bardzo pomagał mi mój odtwarzacz mp3 i słuchawki. Wystarczy było wrzucić jakiś energiczny kawałek i wszystko szło łatwiej, a zwłaszcza jazda rowerem. To jest takie uczucie, jakbym nie był zwykłym studentem erazmusa, tylko bohaterem jakiegoś filmu.

4) Cele i ich osiąganie

Najważniejszy i najmocniejszy czynnik pozytywnie wpływający na mój wskaźnik energii. Jak mam sprecyzowany cel i bardzo mi na nim zależy, to energia przestaje być jakimś wielkim problemem, człowiek po prostu robi. Dlatego ważne jest przy precyzowaniu swojego celu określić najpierw jak go osiągnąć, żeby potem mając w głowie efekt końcowy łatwiej nam się działało. Z biegiem czasu na blogu pojawi się więcej na ten temat. Ostatnio miałem cel nauczyć się rysować w photoshopie. Chociaż trochę. Chciałem nauczyć się realistycznie rysować twarze. Z ołówkiem już próbowałem wiele razy i zawsze dochodziłem do wniosku, że ja mam po prostu umysł artysty, ale dwie lewe ręce. Tymczasem w photoshopie idzie mi całkiem nieźle:

Mieć sprecyzowane cele to jedno, a osiągać je to drugie. To właśnie osiąganie sukcesów sprawia, że chcemy działać jeszcze więcej, jeszcze bardziej. Jak uczyłem się grać na gitarze to nauczenie się jednej piosenki dawało mi mnóstwo energii na nauczenie się drugiej. Jak napiszę tekst, który spodoba się ludziom – od razu biorę się za następny. Kiedyś jak jeździłem na deskorolce nauczenie się jakiegoś triku często wiązało się z długotrwałym wysiłkiem i dużą ilością siniaków. Po pewnym czasie jak trik w końcu został dopracowany nie czułem zakwasów, siniaków i zmęczenia. Czułem radość i skakałem z radości, nawet jak bolało.

Efekt osiągnięcia celu jest bardzo łatwy do wyobrażenia sobie na krzywej. Poziom energii spada stopniowo i co jakiś czas podnosi się z każdym kolejnym osiągniętym celem. Tyle że najczęściej odstęp czasowy jednego sukcesu od drugiego maleje w miarę przybywania coraz większej ilości.

 

Oczywiście takich czynników jest więcej i każdy odbiera je inaczej, czyli dają mniej lub więcej energii w zależności od człowieka. Dajmy na to – rywalizacja. Niektórym ona nic nie daje, a inni dostają dużo “poweru”, gdy dowiedzą się, że mają z kimś rywalizować.
Są też przypadki takie, gdzie coś co zazwyczaj ludziom odbiera energię – innym daje. Znam osoby, które czerpią energię z porażki. Takie osoby widząc swoją porażkę wiedzą co chcą poprawić i mają ku temu dużą motywację.

A co wam daje energię? :)

24 Czerwiec 2011

Nie rozumiem.

Ja zazwyczaj rozumiem. Większość rzeczy. Ale jednego nie rozumiem. Myślę, że jest dopuszczalne, że ktoś się spóźni. 5 minut, 10 minut. Nawet 15. Nie przeszkadza mi to, wiadomo, różnie to bywa. Naprawdę, przyzwyczaiłem się do tego, że ludzie się spóźniają. Samemu mi się zdarzy raz na jakiś czas, zazwyczaj nie dłużej niż kilka minut, ale święty nie jestem.

Wiecie czego ja nie rozumiem? Nie rozumiem jak można… aff, co ja będę streszczał. Miała miejsce ostatnio taka sytuacja:

Poniedziałek wieczorem: Umawiam się ze znajomym. Na wtorek. Godzina 13:00, miejsce: Akcent. Potwierdza, że będzie. Do zobaczenia, do jutra.
Wtorek godzina 12:50 – Jestem w akcencie. Znajomego nie ma.
13:00 – Znajomego nie ma. Biorę książkę, czytam.
13:15 – Znajomego nie ma.

Tak, racja, mogę do niego zadzwonić, ale zaraz zaraz. To nie on powinien do mnie zadzwonić? Powiedzieć, że coś mu wypadło? Właściwie to nie, bez sensu. Po co dzwonić, skoro i tak już tu przyszedłem i straciłem czas. Kolega – oczywiście – nie pojawił się.

I tego nie rozumiem. To nie jest pojedynczy przypadek. W ciągu ostatnich kilku miesięcy taka akcja miała miejsce kilka razy, z różnymi osobami. Tłumaczenia takich osób później:
1) Przedłużyło mi się coś o godzinę i tak wyszło.
2) Nie miałam Twojego numeru i nie mogłam nigdzie znaleźć, miałam zadzwonić i powiedzieć, że mnie nie będzie.
3) Filip, przepraszam wypadło mi coś, możemy się spotkać jutro?

@1) OK, rozumiem. Czasem tak się zdarza. Ja mam po prostu nawyk dzwonienia do ludzi i informowania ich co jest grane, że mnie nie ma, w momencie gdy wybija godzina, na którą się umówiłem. Czy to dziwne?
@2) Na wstępie powiem, że z tą osobą umówiłem się przez facebooka. Jak ta osoba szukała mojego numeru i nigdzie go nie znalazła, jak mam go w danych kontaktowych na facebooku?
@3) Nie, nie możemy.

Jak to się dzieje?
Wy mi powiedzcie.

Ja natomiast postanowiłem zamieścić na blogu krótką instrukcję tego co to jest czas innych i jak należy się z nim obchodzić:
- Czas innych to dobro ważniejsze od sfery materialnej. Spóźniając się, albo zapominając o spotkaniu zabieramy tym osobom ich cenny czas. Szanuj czas innych bardziej niż swój. Ja nie wnikam co robisz ze swoim czasem, możesz nawet leżeć cały dzień na kanapie i nic nie robić. Nie przenoś tego na innych. To tak jak z pożyczaniem rzeczy. Jak jeżdżę na czyimś rowerze to staram się jeździć ostrożnie, by nic się nie stało, bo to nie mój sprzęt. Na moim rowerze mogę sobie poszaleć, jako że nikt nie będzie na mnie zły, jak go zniszczę.
- Jeżeli już masz nie przyjść na umówione spotkanie, albo spóźnić się – zadbaj o to, by wcześniej poinformować o tym osobę, z którą się spotykasz. W najgorszym wypadku, jak wcześniej się nie dało (bo nie zawsze wiadomo), to przynajmniej w momencie, gdy wybija godzina spotkania wypada zadzwonić i przeprosić osobę za zajście.
- Zapisuj. Wszystko. Notatki to podstawa, jeżeli masz tendencję do zapominania – zapisuj!


- Jak szanować czas innych? Warto zacząć od siebie. Szanuj swój czas. Najczęściej osoby, które dużo robią codziennie mają świadomość tego, jak czas jest ważny. Osoby, które się nie spóźniają to zazwyczaj ludzie aktywni, którzy mają większość dnia czymś wypełnionym. Ceń swój czas wysoko i nie będzie problemów z szanowaniem czasu innych.

30 Maj 2011

Przerwa na czerwiec

Zaliczenia, egzaminy, nadrabianie zaległości, ostateczne terminy oddawania projektów i innych prac.
Chyba dość zrozumiałe :)

Do końca czerwca powinienem się ze wszystkim uporać.

A żeby notka nie wyglądała pusto to wkleję zdjęcie gołębia mojego autorstwa, sprzed ok. 3 lat:

Będzie doglądał bloga pod moją nieobecność :)

24 Maj 2011

Interpretacja

Czy powyższy obrazek jest sztuką?
Spróbuj go zinterpretować. Co przekazuje? Co w nim widzisz? Jak myślisz, co autor miał na myśli?
Weź kartkę i zapisz to. Nie leń się, zrób to :)

OK, mamy już interpretację obrazka. Trudne było? Co wyczytaliście? (zachęcam do dzielenia się interpretacją w komentarzach)

Doszukiwanie się przekazu?
Często zdarza mi się spotkać z osobami, które widząc krzesło mogą powiedzieć o zamyśle autora owego krzesła. Co chciał przekazać tym krzesłem, jak wyraził siebie. Takie osoby potrafią dostrzec sztukę czytając warunki gwarancji zakupu. OK, przesadzam, ale ostatnio coraz częściej spotykam osoby, które mają problem z tym, że ludzie widzą w czymś sztukę, a nie powinni.

“O ja, ale to tylko puszka, gdzie tu sztuka?”
“Poeta napisał niebieska zasłona bo miał na myśli niebieską zasłonę, a nie metaforę przemijającego życia!”
“A skąd wiesz, czy on po prostu nie chlapnął pędzlem jak popadnie, a teraz wszyscy widzą w tym sztukę?”

Niewykluczone. Bardzo prawdopodobne, że to tylko puszka. Nie przeczę, może akurat poeta rzeczywiście miał na myśli niebieską zasłonę.

Każdy po swojemu…
To jak postrzegamy piękno, jak interpretujemy otaczającą rzeczywistość, to czy uznajemy coś za sztukę czy nie jest w większości uwarunkowane kulturowo. Są pewne utrwalone przez lata wyznaczniki tego, co ładne, brzydkie, takie i inne. Jednak ten ostateczny werdykt należy do jednostki. Jedna będzie widzieć w obrazie dzieło sztuki, druga nic szczególnego.

To normalne!
Bo na tym polega cała zabawa! Żeby interpretować wszystko na swój sposób. Może nie każdy ma taką potrzebę, ale to się dzieje niezależnie od nas. Niektórzy robią to z premedytacją, bo chcą, bo lubią. Nie jest ważne, czy autor miał w założeniu ukazać przemijające życie, czy to tylko niebieska zasłona. Jeżeli ktoś widzi w tym przekaz, dał ponieść się swojej wyobraźni, uszanujmy to.

To takie ludzkie :)
Ludzie lubią nadawać swojemu życiu magii. Sprawiać, że jest nadzwyczajne. Doszukiwać się przekazu tam, gdzie go nie ma.

A obrazek, który interpretowaliście, jest mojego autorstwa :) i jak go “malowałem” to nie miałem w głowie niczego szczególnego, co chciałbym przekazać.

12 Maj 2011

Przyszłość!

Dostajesz kartkę formatu A4 i długopis. Twoim zadaniem jest pokazać jak widzisz swoją przyszłość.

Postanowiłem podzielić się wynikami mini-badania, które ostatnio przeprowadziłem w ramach zaliczenia na zajęcia z socjologii wizualnej. Jaką wizję swojej przyszłości ma młodzież białostocka? – tak brzmi temat, na którym dzisiaj się skupię.

Jednak zanim przejdziemy do wyników – kilka słów wprowadzenia:

Metody badań – to nie takie proste

Ogólnie – istnieją różne metody przeprowadzania badań. Do każdego tematu istnieje lepsza lub gorsza technika badania. Przykładami takich metod są obserwacja, wywiad. Każdą inną techniką uzyskamy – mniej lub więcej – inne wyniki, dlatego zanim rozpocznie się badanie, trzeba się zastanowić czy na pewno metoda, na którą się zdecydowaliśmy jest właściwa.

Moja metoda

Sposób, którego ja użyłem jest… niekonwencjonalny.
Przypadkowi ludzie, którzy zgodzili się wziąć udział w badaniu dostawali ode mnie kartkę, długopis i polecenie, które brzmiało “Przedstaw jak widzisz swoją przyszłość.”
Następnie jak skończyli pytałem, czy mogę zrobić im zdjęcie z ich dziełem, jednocześnie zapewniając, że nie opublikuje ich nigdzie bez ich zgody.

Pojawiały się pytania:
- Ale ja mam rysować?
- Mam napisać wypracowanie?
- Jaja sobie robisz?
Forma była dowolna.  Nie nasuwałem nikomu czy mają pisać, rysować, czy robić coś innego. Chciałem zobaczyć, co sami wykombinują.

Zalety tej metody badania

Spojrzenie na całość z trzech perspektyw:

1) Mam namacalny obraz wizji przyszłości danej osoby na kartce. W mojej teczce było mnóstwo takich “obrazów przyszłości”, mogłem każdy z nich przejrzeć sobie w domu, zanalizować ponownie, na spokojnie. Ludzie najczęściej posługiwali się symbolami, rysowali. Większość badanych rysowała. Niektórych prac do teraz nie udało mi się w całości odczytać. Jednym z ciekawszych przykładów jest ten rysunek:

ręcę wyrastające z głowy? telepatia? a może ćwiczenie umysłu!

2) Drugim aspektem, jest możliwość rozmowy z badanym. Zapytany, może opisać co oznaczają poszczególne symbole, co chcą przez to wyrazić, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć o co chodzi. Dobrym przykładem poniższe zdjęcie, na którym przedstawioną mamy wizję “zakręconej” przyszłości:

3) I w końcu mamy możliwość obejrzenia wszystkiego na zdjęciu, na którym znajduje się nie tylko praca, ale także jej autor. Wiele może powiedzieć uśmiech, brak uśmiechu, pozycja autora, umiejscowienie pracy w kadrze. Np. jeżeli osoba pewnie trzyma swój obraz przyszłości, to może oznaczać, że jest to osoba zdecydowana, ma prawdziwe plany trzyma się ich. Posiadanie takiego zdjęcia jest również wygodne przy analizie samego obrazka, znamy wtedy płeć autora i jego wygląd, a to może nam dużo powiedzieć. Patrząc na zdjęcie przypominamy sobie rozmowę, jaką prowadziliśmy z badanym, wiemy jak ta osoba była nastawiona, jaki miała nastrój. Jest to taka forma notatki, dzięki której możemy lepiej wykorzystać drugi aspekt.

Liczby, liczby liczby.

W badaniu wzięło udział 68 osób
- 34 mężczyzn
- 34 kobiety

Sposób przedstawiania swojej przyszłości
Rysunek – 58 osób
Pisemnie – 6 osób
Inne – 4 osoby

Osoby, które nie miały problemów z narysowaniem wizji swojej przyszłości: 54
Osoby niepewne, które nie potrafiły sprecyzować swojej przyszłości: 12

Osoby z uśmiechem: 53
Bez uśmiechu: 15

Badania lub zdjęć odmówiło osób: 14


Kategoryzacja, wykres

Przeglądając prace, postanowiłem je po-kategoryzować (przynajmniej te, które się dało) i następnie umieścić na wykresie. Czasami na obrazku można było dostrzec kilka symboli, np. rodzina, dom, samochód. Oto wyniki:

Na podstawie wykresu można wyciągnąć różne wnioski, natomiast trzeba mieć na uwadze fakt, że w badaniu wzięło udział tylko 68 osób. Przy tak niskiej liczbie osób jest duża szansa, że występuje błąd. Zapewne po kolejnych 68 osobach słupki wyglądały by trochę inaczej.

4 powtarzalne modele przyszłości:

Przeglądając prace zaobserwowałem, że istnieje pewna powtarzalność. Najczęściej powtarzające się modele to:

1) Przyszłość związana z pasją, realizacja zainteresowań jako główny element przyszłości

Tego było najwięcej. To takie motywujące! Większość ludzi widziało pasję jako główny element w swojej przyszłości. Zawsze powtarzam, że jedyny typ człowieka, z którym się nie dogadam to człowiek bez pasji.

2) Dom, rodzina, dzieci, mąż, żona, samochód, ciepła posadka, ustabilizowanie

Częściej występujące u kobiet. Są to typowe rysunki gdzie ludzie umieszczają siebie zadowolonych, ze swoją drugą połówką, dziećmi, domem, samochodem itd. Zauważyłem też, że ludzie rysowali często w ten sposób, ponieważ nie mieli innego pomysłu. Tutaj doskonale widać, jaki jest kulturowy model, stereotyp szczęścia :)

3) Zawód, praca, kariera

Niekiedy to właśnie zawód był jedyną pewną rzeczą w wizji przyszłości badanego. Jest wiele prac, na których widnieje tylko napis np. “Labolatorium”, “Geodetka <3″

4) Realizacja marzeń, podróże, przygody

Najlepiej rozmawiało mi się z osobami z tej kategorii. Ludzie, którzy marzą o podróżach, przygodach zazwyczaj są bardzo otwarci, komunikatywni. Niestety, ta kategoria była mniejszością wśród badanych. Więcej było pracy, domu, rodziny i – oczywiście – pasji.

Co autor miał na myśli?

Zdarzały się osoby, które swoją przyszłość przedstawiały w dosyć niecodzienny albo skomplikowany sposób.

Oto przykłady:

Może ktoś podejmie się wyzwania? Co autor miał na myśli? :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.